W skrócie
- Większość urzędowych dashboardów mierzy ruch. Wskaźniki, które rzeczywiście zapowiadają adopcję i zaufanie, mierzą efekty: czy obywatel dokończył sprawę, ile kosztowało go to wysiłku i czy faktycznie dostał to, po co przyszedł.
- Problem nie tkwi w technologii. Urzędy zajmują ostatnie miejsca w niezależnych rankingach doświadczeń klienta, choć ich kierownictwo jest przekonane, że dorównuje sektorowi prywatnemu. Mierzenie niewłaściwych rzeczy tylko utrwala ten martwy punkt.
- Rozwiązaniem jest krótka karta wyników oparta na efektach: ukończenie, wysiłek, satysfakcja, zasięg i koszt jednej transakcji, raportowane z podziałem na segmenty i kanały, tak by kierownictwo miało na czym oprzeć decyzje.
Usługa publiczna może bić rekordy ruchu i przy tym zawodzić każdego obywatela, który z niej skorzystał. Odsłony, sesje i wizyty mówią tylko tyle, że ktoś wszedł, a nie to, czy cokolwiek załatwił. Rosną, gdy formularz jest niejasny i ludzie odświeżają stronę, i rosną raz jeszcze, gdy wnioskujący się poddają i zaczynają od nowa. Słupek pnie się w górę, a obywatel wciąż nie ma ani pozwolenia, ani świadczenia, ani odpowiedzi.
Naprawdę liczy się to, czy osoba, która sprawę rozpoczęła, doprowadziła ją do końca i czy na tym końcu dostała to, po co przyszła. Niemal wszystko, co warto mierzyć w cyfrowej administracji, da się wyprowadzić z tej jednej zmiany perspektywy.
Luka pomiarowa to także luka zaufania
Gdy obywatele oceniają administrację obok branż prywatnych, to właśnie administracja wypada najgorzej. Niezależne benchmarki pokazują tę przepaść dobitnie: w rankingu Forrester 2018 US Federal Customer Experience Index 80 procent amerykańskich agencji federalnych trafiło do dwóch najniższych kategorii doświadczenia, wobec zaledwie 20 procent marek z sektora prywatnego.
To nie jest problem wizerunkowy, który da się naprawić lepszą komunikacją. To problem efektów, a standardowe narzędzia analityczne są tak skrojone, że go zaciemniają. Dashboardy ruchu nagradzają widoczność, a nie załatwioną sprawę, więc usługa może wyglądać na zdrową, podczas gdy obywatele odpadają na kolejnych etapach.
Gdy formularz jest zepsuty, liczba odsłon rośnie. Wskaźnik ukończenia spada. Tylko jedna z tych liczb mówi prawdę.
Warto tę lukę domknąć, bo doświadczenie i zaufanie idą w parze. Badania McKinsey nad sektorem publicznym pokazują, że zadowoleni obywatele dziewięciokrotnie częściej ufają obsługującemu ich urzędowi i dziewięciokrotnie częściej wierzą, że realizuje on swoją misję. Jakość obsługi nie jest miękkim dodatkiem do misji. Jest dźwignią, która tę misję napędza.
Wykres 1
Agencje federalne tłoczą się tam, gdzie marek prywatnych prawie nie ma
Źródło: Forrester, US Federal Customer Experience Index 2018
Karta wyników zbudowana z efektów, a nie z ruchu
Brytyjski Government Digital Service zamknął tę dyskusję wiele lat temu, narzucając cztery KPI dla każdej usługi transakcyjnej: wskaźnik ukończenia, adopcję cyfrową, satysfakcję użytkowników i koszt jednej transakcji. Lista jest celowo krótka i właśnie w tej zwięzłości tkwi cała dyscyplina. Pięć liczb, na których minister może oprzeć decyzję, jest warte więcej niż pięćdziesiąt, które potrafi wyświetlić dashboard.
Rozwijamy ten szkielet w model pomiarowy oparty na pięciu pytaniach, na które powinna odpowiadać każda usługa cyfrowa:
- Ukończenie. Ilu spośród obywateli, którzy rozpoczynają transakcję, doprowadza ją do końca? Ukończenie to odsetek transakcji cyfrowych dokończonych względem wszystkich rozpoczętych, a za nieudaną liczy się każda, którą ktoś porzuca przed stroną potwierdzenia. To najuczciwsza liczba, jaką usługa potrafi dać.
- Wysiłek. Ile to zajmuje czasu, ilu kroków wymaga, ilu telefonów na infolinię? Wysiłek to główna przyczyna porzucania. Gdy wysiłek spada, ukończenie i satysfakcja zwykle rosną razem.
- Satysfakcja i łatwość. Czy użytkownicy dobrze oceniają obsługę i czy ponownie wybraliby kanał cyfrowy? Łatwość zapowiada ponowne skorzystanie, a od niego zależy adopcja.
- Zasięg i równość dostępu. Kto naprawdę korzysta z usługi, a kto zostaje poza nią? Dziewięćdziesięcioprocentowy wskaźnik ukończenia, który po cichu pomija osoby bez dostępu do internetu albo korzystające z obsługi wspomaganej, nie jest sukcesem. To luka w pokryciu, która tylko czeka, żeby stać się nagłówkiem.
- Efekt i koszt. Czy obywatel uzyskał właściwy wynik we właściwym czasie i jakim kosztem jednej transakcji? To w tym miejscu inwestycja cyfrowa staje się rozliczalna, a nie tylko deklarowana.
Powiąż każdą metrykę z efektem albo ją odrzuć
Zacznij od efektu, za który urząd odpowiada, czyli od adopcji świadczenia, czasu rozpatrzenia sprawy, trafności rozstrzygnięcia, a potem cofnij się do metryk cyfrowych, które ten efekt zapowiadają. Jeśli wskaźnik ukończenia wniosku idzie w parze z adopcją programu, ukończenie staje się dźwignią wartą finansowania, a nie liczbą na pokaz. Każdą metrykę raportuj z podziałem na segment i kanał, bo średnia ukrywa grupę, którą usługa zawodzi. A wszystko, czego nie da się powiązać z efektem, odstaw, poczynając od surowej liczby wizyt.
To ta sama logika, którą kierujemy się w całej naszej praktyce: mierz to, co przesuwa wynik, a nie to, co łatwo policzyć. Jeśli chcesz oprzeć swoje usługi na karcie wyników powiązanej z efektami, poznaj nasze prace Digital Government i Voice of the Citizen albo przejrzyj studia przypadków.
Źródła
- Forrester, "The US Federal Government Still Ranks Near the Bottom of Forrester's Customer Experience Index," forrester.com.
- McKinsey & Company, "The Global Case for Customer Experience in Government," mckinsey.com.
- Government Digital Service, "Measuring Completion Rate," GOV.UK Service Manual, gov.uk.