W skrócie
- Strategia „strzelania na oślep” wydaje tę samą złotówkę na klienta, który nigdy nie dokona zakupu, i na tego, który już jedną nogą jest poza firmą. Segmentacja przekierowuje tę złotówkę tam, gdzie przynosi zwrot.
- Wzrost nie bierze się z etykiet. Bierze się stąd, że na każdy segment działasz inaczej, a potem mierzysz ROI w rozbiciu na segmenty i przesuwasz budżet do grup, które się opłacają.
- Liderzy traktują segment jako decyzję, a nie opis. Firmy o najszybszym wzroście czerpią z personalizacji o 40% więcej przychodów niż ich wolniej rosnący konkurenci.
Większość projektów segmentacyjnych kończy się w ten sam sposób. Zespół dzieli bazę klientów na grupy, nadaje im nazwy, pokazuje efektowną prezentację, a potem nadal komunikuje się ze wszystkimi dokładnie tak jak wcześniej. Segmenty są prawdziwe. Zmiana w działaniu już nie, więc ROI nigdy się nie pojawia.
Problem nie tkwi w matematyce. Tkwi w tym, że segment traktuje się jako opis tego, kim są klienci, a nie jako decyzję o tym, co dla każdej z grup zrobić inaczej.
Segmentacja podnosi ROI, zmieniając miejsce, w które trafia złotówka
Jeden komunikat i jedna oferta dla wszystkich oznacza, że przepalasz pieniądze na osoby, które nigdy nie zareagują, i jednocześnie nie doinwestowujesz tych nielicznych, którzy by zareagowali. Segmentacja usuwa to marnotrawstwo po obu stronach. Grupy o wysokiej wartości i wysokim potencjale dostają więcej uwagi i bogatsze oferty. Klientów jednorazowych i o niskiej gotowości do zakupu obsługujesz sprawnie i niskim nakładem. Gdy segmenty są powiązane z zachowaniem i wartością, możesz wreszcie patrzeć na ROI w rozbiciu na segmenty i przesuwać budżet do grup, które go zwracają.
Większa trafność wzmacnia większą efektywność. Komunikaty i oferty zbudowane wokół rzeczywistych potrzeb segmentu konwertują lepiej, a najważniejsze usprawnienia produktu i doświadczenia można zaprojektować pod segmenty, które generują najwięcej przychodów. Zwrot bierze się stąd, że jednocześnie wydajesz mniej na niewłaściwych ludzi i więcej na właściwych.
Segment to nie opis tego, kim są twoi klienci. To decyzja o tym, co zrobisz inaczej dla każdej z grup.
Przepaść finansowa między firmami, które na segmentach faktycznie działają, a tymi, które jedynie je nazywają, jest ogromna i widać ją w tempie wzrostu.
Wykres 1
Szybciej rosnące firmy czerpią znacznie większą część przychodów z segmentowanego, spersonalizowanego zaangażowania
Źródło: McKinsey & Company. Szybciej rosnące firmy czerpią z personalizacji o 40% więcej przychodów niż wolniej rosnący konkurenci.
Co sprawia, że segment jest wart wydatku
Segment, który nie zmienia żadnej decyzji, jest etykietą, a nie strategią. Te użyteczne mają cztery wspólne cechy. Są mierzalne, więc na podstawie danych, które już masz, jesteś w stanie ustalić, kto należy do każdej grupy. Są istotne, więc grupa jest na tyle duża, by realnie wpłynąć na wynik. Są dostępne, więc faktycznie możesz do nich dotrzeć właściwym kanałem i komunikatem. I dają się przełożyć na działanie, więc jest coś konkretnego, co dla tej grupy zrobisz, a czego nie zrobiłbyś dla innej.
Najmocniejsze segmentacje łączą trzy warstwy: kim klient jest, co robi i dlaczego to robi. Dane demograficzne i firmograficzne wyznaczają ramy. Dane behawioralne i transakcyjne pokazują wartość i gotowość do zakupu. Dane o postawach, pozyskane z badań i sygnałów ankietowych, wyjaśniają motywację, do której kampania może się odwołać. Zbuduj segmenty z jednej warstwy, a dostaniesz czysty klaster, z którym nikt nie wie, co zrobić. Zbuduj je ze wszystkich trzech, a działanie samo się nasunie.
Zamień segmenty w różne działania, a potem zmierz zwrot
Tym, co oddziela wzrost od etykiet, jest dyscyplina: na każdy segment działaj inaczej i czytaj wynik.
- Zacznij od decyzji, a nie od klastra. Osadź pracę w pytaniu, które realnie finansujesz: gdzie skupić pozyskiwanie klientów albo kto powinien trafić do programu utrzymania. Segmenty zbudowane po to, by rozstrzygnąć konkretną decyzję, są faktycznie używane.
- Zróżnicuj sposób obsługi. Dopasuj komunikat, ofertę i dobór kanałów do segmentu. Grupy zagrożone odejściem dostają proaktywny kontakt, grupy o wysokiej wartości obsługę „pod klucz”, a klienci o niskiej gotowości do zakupu sprawną automatyzację.
- Mierz ROI w rozbiciu na segmenty. Testuj w podziale na grupy i pozwól, by o skalowaniu wydatków decydowała reakcja i zwrot z każdego segmentu, a nie najgłośniejszy głos na sali.
- Realokuj i odświeżaj. Przesuwaj budżet do segmentów, które się opłacają, i aktualizuj je wraz ze zmianą zachowań. Trzy do pięciu segmentów, które zespół potrafi zapamiętać, biją dziesięć, z którymi nikt nie umie nic zrobić.
I to właśnie w tym miejscu segmentacja zazębia się z resztą systemu. Te same grupy, na które kierujesz kampanię, powinny zasilać modele utrzymania i wartości, żeby cała historia była spójna. Nie przyklejasz klientom etykiet, tylko decydujesz, gdzie inwestować i jak działać, a ekonomia trafnych decyzji mówi tu sama za siebie.
Firmy, które wygrywają dzięki segmentacji, to nie te z największą liczbą segmentów. To te, które każdej grupie przypisują inne działanie i inny budżet, a potem pozwalają, by zmierzony zwrot przesuwał pieniądze. To właśnie przejście od opisywania bazy klientów do zarządzania nią.
Aby zobaczyć, jak budujemy to i wdrażamy u klientów, zapoznaj się z naszymi projektami z zakresu segmentacji klientów i modelowania kampanii albo przejrzyj analizy przypadków.
Źródła
- McKinsey & Company, "The value of getting personalization right or wrong is multiplying," mckinsey.com.
- Boston Consulting Group, "Profiting from Personalization," bcg.com.
- Harvard Business Review, "The Value of Keeping the Right Customers," hbr.org.